sobota, 15 stycznia 2011

VII

Przyszła po cichu i niespodziewanie. Bezszelestnie wślizgnęła się do pokoju, zgrabnie mijając kałuże krwi rozlane na podłodze. Uklękła przy nim i delikatnie pogładziła po policzku.

Otworzył oczy. Widział Ją pierwszy raz, a był przekonany że zna ją od wieków.
Chciał się odezwać, lecz palec położony na ustach dał mu do zrozumienia, że nie musi. Zresztą i tak nie był pewien czy miałby siłę wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk.

Jej bliskość, bijące od Niej ciepło i zapach sprawiały, że czuł się bezpiecznie. Pierwszy raz od bardzo dawna.
Zamknął oczy. Pozwolił by Jej ręce wędrowały po ciele w poszukiwaniu krwawiących ran. Delikatny rozgrzewający dotyk jej dłoni sprawiał, że te zabliźniały się, a po chwili całkowicie znikały. Czuł jak przeszywa go fala gorąca, kojąc jego lodowate ciało i przywracając mu powoli wszystkie utracone siły. Nikła, ledwo widoczna mgła senności otuliła go i zabrała w swój świat.

Wstała i odsłoniła okno. Był piękny słoneczny dzień.