Przyszła po cichu. Bezszelestnie wślizgnęła się do pokoju. W półmroku dało się dostrzec jedynie jej nikły cień przesuwający się po ścianie. Wiedziałeś że przyjdzie. Czekałeś, a mimo to zaskoczyła swoją obecnością.
Zamruczała cichutko i zaczęła łasić się do nóg. Bez słowa przyjąłeś, gdy wskoczyła na kolana. Nie sprzeciwiłeś się, gdy usiadła na piersi.
Z początku Jej przyjemny ciężar, z każdą chwilą stawał się nie do zniesienia. Sprawiał, że brakowało tchu. Im głębiej chciałeś oddychać, tym mocniej czułeś go na piersiach.
Gwałtownym ruchem ręki starałeś się Ją zrzucić, czując że się dusisz. Była na to przygotowana. Poderwała się zwinnie, rzucając się do gardła i rozrywając pazurami tętnice.
Fontanna trysnęła na wszystkie strony, jak wybuch gejzeru. Na ścianach zaroiło się od karmazynowych malowideł, jak by przed chwilą w pokoju tworzyło swe dzieła kilku najznakomitszych malarzy. Widziałeś, jak czerwone soki życia opuszczają swoje pierwotne miejsce i zalewają pokój. Zrobiło się przenikliwie zimno. To dziwne, bo dałbyś głowę, że parę minut wcześniej podkręciłeś ogrzewanie.
Upadając na kolana zdołałeś Ją ujrzeć jeszcze raz. Mogłeś dostrzec w Jej oczach spokój i pewnego rodzaju rutynę. Ze znudzeniem spojrzała, gdy ciało bezwładnie upadło na ziemie, rozchlapując na boki krwiste jezioro, po czym usiadła cichutko obok, przyglądając się ostatnim stróżkom spływającym bezładnie na podłogę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

2 komentarze:
Jeśli tańczysz salsę tak dobrze, jak posługujesz się słowem, to znaczy, że jesteś w tym naprawdę dobry. A filologijka polka wie, co mówi. Zwłaszcza że widzi tu wpływy polskiej fantastyki. W sumie mogłabym napisać znacznie więcej, ale to Ty tu jesteś od pisania :)
Chyba jednak troszkę lepiej tańczę niż "posługuje się słowem" ;]
Miło mi Panią powitać w jednym z moich maleńkich światów :)
Prześlij komentarz